Marketing szeptany III

Zagadnienie, którym na które postanowiłem zwrócić uwagę, okazało się na tyle zawiłe i skomplikowane, że wymagające aż trzech artykułów. Jeżeli ktoś nie pamięta, chodzi o tutaj o sprawę szeroko rozumianego marketingu szeptanego oraz wątpliwości odnośnie tego, czy taka forma reklamy aby na pewno powinna być uważana za zupełnie dopuszczalną. Pisałem między innymi, że podstawowym argumentem, używanym przez zwolenników marketingu szeptanego dla obrony swoich racji, jest teza, która powiada, że marketing szeptany, owszem, może być uznawany za nieetyczny ale że wcale nie jest bardziej nieetyczny niż te rodzaje reklamy, które nikogo nie gorszą a nawet, chyba można tak powiedzieć, spotykają się z powszechną akceptację. Finalizując poprzedni artykuł napisałem, że, starając się pozostać bezstronnym, zauważam jednak pewien brak logiki w argumentacji osób, które bronią marketingu szeptanego. Na czy polega ten brak logiki, który pragnąłem zasygnalizować? Otóż w moim przeświadczeniu zrównanie marketingu szeptanego z innymi formami reklamy jest pozbawione uzasadnienia. Uważam, że nawet nieetyczność odmiennych form reklamowania nie jest argumentem za tym, aby dopuszczać do akceptacji wszystko co nieetyczna. Systemy wartości, wyznawane przez gatunek człowieczy, są bowiem tak skonstruowane, że umożliwiają nie tylko ogólną konstatację, że coś jest nieetyczne, ale również przynajmniej umiarkowanie dokładną ocenę tego, na ile dana rzecz jest niezgodna ze standardami etyki. Marketing szeptany jest- czego zresztą chyba nikt nie próbuje negować- bardziej nieetyczny od tych reklam, które, chociaż nie do końca uczciwe, mogą jednak zostać przez odbiorcę rozpoznane jako takie czy inne formy marketingu. W przypadku zaś reklamy szeptanej, odbywającej się na różnego rodzaju forach internetowych, odbiorca pozbawiony jest realnej możliwości właściwego rozpoznania danej recenzji czy wypowiedzi.