Marketing szeptany II
Poprzedni artykuł poświęciłem na pobieżne zarysowanie różnicy poglądów na jedną z form reklamy internetowej, formę nazywaną marketingiem szeptanym. Postarałem się o zarys, przynajmniej najbardziej ogólny, dwóch przeciwstawnych stanowisk, pomiędzy którymi naprawdę trudno jest dokonać takiego wyboru, który można by nazwać pewnym czy zdecydowanym. Przeciwnicy marketingu szeptanego dowodzą, że nie zasługuje on na status reklamy a raczej pewnej formy oszustwa intelektualnego. Podstawowym argumentem ma być tutaj to, że odbiorca reklamy prawie nigdy nie jest świadom, że opinia, którą właśnie czyta jest tak naprawdę realizacją zlecenia, które właściciel danej marki postawił przed takim czy innym najemnym copywriterem. Inaczej na tę sprawę patrzą ci, których możemy nazwać zwolennikami tego rodzaju propozycji. Dowodzą oni, że różnica między podobno nieetycznym marketingiem szeptanym a tym, który zwykło uważać się za w pełni dopuszczali, jest tak naprawdę pozorna oraz nie zasługuje na to, aby nazwać ją rzeczywiście istotną. Zwolennicy marketingu szeptanego jako formy w pełni dozwolonej dowodzą, że tak naprawdę nieuczciwa jest prawie każda reklama, ponieważ każda ma za zadanie przedstawić dany produkt albo usługę w taki sposób, aby odbiorca owe reklamy czyli potencjalny konsument bez cienia krytycznej refleksji przeistoczył się w konsumenta rzeczywistego. Podstawowym argumentem ma więc być nie przeświadczenie, że marketing szeptany jest sposobem w pełni etycznym i przez to zasługującym na akceptację, tylko przekonanie, że także wszystkie inne formy marketingu są w mniejszym lub większym stopniu nieuczciwe albo chociaż nieetyczne. Intencja stawania po którejś ze stron, biorących udział w tym jakże ciekawym konflikcie, jest mi najzupełniej nieznana, jednak muszę zauważyć, że przynajmniej w tym punkcie argumentacja rzeczników szeptanego marketingu nie jest zupełnie logiczna.