Marketing szeptany I
Od jakiegoś czasu toczy się w internecie zażarta dyskusja na temat tego, jakie formy internetowego marketingu są najbardziej skuteczne oraz po które z nich należy sięgać, aby osiągnąć takie czy inne powodzenia. Istnieje całkiem spora grupa różnego rodzaju specjalistów, którzy w sposób jawny oraz mający pretensję do merytoryzmu argumentują za skutecznością takich rozwiązań, jak możliwie szeroko pojęty "marketing szeptany". Równocześnie prowadzona jest dyskusja to tym, czy marketing szeptany jest reklamą zgodną ze standardami etycznymi oraz czy powinien być tolerowany w nieco z natury chaotycznych, ale jednak podlegających jakimś ogólnym zasadom realiach wolnorynkowego kapitalizmu. Dyskusja bywa, jak już powiedziałem, dosyć zajadła i żadna ze stron, które w niej uczestniczą, nie chce ustąpić ze swojej pozycji aniu na przysłowiowy centymetr. Sytuacja wydaje się więc stosunkowo skomplikowana, co jeszcze dodatkowo utrudnia albo wręcz uniemożliwia właściwe zrozumienie mechaniki tego konfliktu. Podstawowe argumenty przeciwników rozwiązań takich jak marketing szeptany opierają się na przeświadczeniu, że wspomniany rodzaj reklamowania usług należy rzeczy niewłaściwych oraz sprzecznych z szeroko pojętą etyką marketingową. Powiada się, że marketing szeptany jest po prostu wprowadzaniem odbiorcy w mylne przeświadczenie. Powiada się, że taka forma marketingu polega przede wszystkim na stwarzaniu fałszywego wrażenia oraz na tym, aby owo wrażenie zostało możliwie jak najskuteczniej utrwalone. Konsument bowiem, natykający się taką formę marketingu, nie jest świadom, że ma do czynienia ze sprytnie zakamuflowaną reklamą, raczej jest przeświadczony, że czyta mniej lub bardziej superlatywne recenzje tych osób, które miały rzeczywistą styczność z takim czy innym produktem. Całą sprawę postaram się rozwinąć w artykule następnym.